Zielony sweter.
No tak, normalne … mój wpis po …. hmmm … powiedzmy długim czasie
W t y m czasie wydarzeń sporo , ale nie będę Was zanudzać … bo to nic szczególnego. ( kurcze , wyszłam z wprawy … nic mi się to moje tworzenie wpisu nie klei
)
… więc może od razu konkrety robótkowe …
Mam kilka nowych prac ale w sumie to zamieszczę tu jeden sweter , taki z moich nowości robótkowych, reszta to też skończone prace ale takie które już kiedyś robiłam, więc nie będę ich tu znowu wstawiać ( były zmówione więc powtórzyłam )
Zielony sweter zrobiłam na zamówienie. Klientka sama kupiła sobie włóczkę “Extra Merino”, w pięknym odcieniu zieleni. To 100% wełna , miękka, nie gryzie … bardzo dobrze się z niej robi.
Sweterek to model z ” Małej Diany na szydełku” 12/2007
No i dzisiaj będzie też trochę muzycznie … ” to “obsesyjnie łazi za mną od pewnego czasu
Już otwarte !!!
Witajcie na terenie kontrolowanym przez Dzianą Mafię!
Ale nie ma się czego obawiać - to nasz sklep-galeria z dzianinami!
Zapraszamy pięknie: tu dzieje na drutach i szydełkami Mafia zakręconych talentów. To dzieła naszych rąk.
Wszystkie te rzeczy robimy z pasją, podpisujemy swoimi imionami - niech idą w świat i Was cieszą,
niech Was oDZIEJĄ!
Różowe bolerko.
Witam po dłuuugim “niepisaniu”
Po pierwsze faktycznie miałam abstynencję od szydełka …a właściwie to ” szydełkowstręt” … ale to brzmi
Wprawdzie próbowałam coś tam dłubać ale efekt był raczej żaden … nawet po pół rządka nie wychodziło
No ale wreszcie się przemogłam i zaczęłam na serio i z przybywaniem robótki …
Efektem jest bolerko …kolor może nie rewelacyjny ( jak dla mnie , bo nie lubię) … kolor różowy , ale z tych miłych dla oka … nie “wciekły”
Pomysł sam mi wlazł w głowę i musiałam to wykorzystać na swój sposób … oczywiście motyw to znowu moje ulubione ananasy
Rozmiarowo udało mi się trafić idealnie w moje wymiary … szkoda tylko , że to róż , bo chętnie sama bym go nosiła … a tak to wystawiłam na allegro … może znajdzie właścicielkę ?
Zdjęcie niestety jest na mojej czarnej modelce, bo nie mam fotografa a w lustrze nie chcę robić sobie zdjęcia
………… moi fotografowie jeszcze na morzem … ciężko pracują … ( ale odpoczynek na plaży też jest
)
Bolerko wygląda tak …
Zrobiłam go z bawełny Violetta (red heart) , szydełkiem nr 3 . Wyszło na to 250g .
Jako zapięcia użyłam płaskiej, metalowej haftki do spodni … przyszyta od spodu jest prawie niewidoczna a dobrze się zapina i trzyma.
Niestety odłożyłam do koszyka tę cienką spódnicę … którą robię i robię …zupełnie straciłam na nią ochotę … ale nie spruję , tylko dokończę do przyszłej wiosny
myślę , że mi się do tego czasu uda
Teraz powoli tworzę sweterek w paseczki … o , coś takiego
![]()
Tydzień nad morzem …
…no tak … udało mi się już zaliczyć urlopowy tydzień nad naszym morzem …
W sumie urlop dla mnie żaden … przecież nie pracuję zawodowo
… jednak wyjazd był
Byliśmy … z mężem … w ośrodku “Ania” w Dźwirzynie, mąż tak jakby był w pracy
… a ja … no cóż , miałam tydzień wakacji …
Tam teraz pracują nasze dzieci … pracują w charakterze kelnerów ( ja , jako młodzież pracowałam w stołówkowej kuchni … oni mają ciut lepiej
) …
A że to ośrodek “bardziej znajomy” to też grafik pracy młodzieży był rozpisany pod przyjazd rodziców
… i tak tydzień nad morzem był prawie jak kiedyś wspólne wczasy
… No prawie, bo córka miała wolne w czasie gdy syn pracował i odwrotnie … mąż też prawie ciągle w biurze … więc część pobytu spędziłam sama z sobą
…
Ale nie narzekam … odpoczęłam … pobyłam z przyrodą , z sobą … ” doładowałam akumulatory ” na długi czas …
Pogoda była taka sobie … dwa dni pełne słońca, jedna burza z ulewą , i reszta pół na pół … generalnie na wybrzeżu jest susza … trawa wypalona , mizerne kwiaty … u nas o niebo lepiej pod tym względem …
Przezornie zabrałam ze sobą robótkę … tę nieszczęsną spódnicę z cienkich nitek … myślałam, że tam popchnę robótkę do przodu … może nawet skończę ? … ale tylko myślałam. Zrobiłam tam raptem “całe ” pół okrążenia
Ale … może i dobrze? … tydzień abstynencji od szydełka to w końcu nie tak długo … no i mogłam chodzić na długie , samotne z konieczności, ale jakże piękne spacery wzdłuż plaży … po piasku i w wodzie …
Mam kilka zdjęć … niestety nie najlepszej jakości. Mam zepsuty aparat. Zdjęcia robiłam starym … jakościowo dużo gorszym, ale coś tam jednak widać …
Chciałam uchwycić piękno morza … fal … wiatru i słońca …
… mogę sobie teraz powspominać
………
to ja
… rozczochrana wiatrem
… a to już wspomnienie wyjazdu …
Konfitura z dzikiej róży.
Krzak dzikiej róży kupiłam kilka lat temu . Bardzo mi się podoba jej dziki wygląd i wspaniałe kwiaty … zapach też jest oszałamiający … jak dla mnie
Róża sobie rosła a ja nic z tym nie robiłam , szczerze się muszę przyznać, że nie obcinałam krzaka … nie dość, że wyrosła dość wysoko to jeszcze zarósł jej pędami cały kąt ogrodu … w ciągu roku nieciekawy widok ale teraz za to wspaniały … kwitnie … no i ten unoszący się wkoło zapach…
No tak , ale tytuł to konfitura z róży … no właśnie…
Przepis na konfiturę z płatków róży cukrowej albo dzikiej
(to ta sama róża
)
25 dag płatków róży cukrowej
50 dag cukru
łyżeczka kwasku cytrynowego
Płatki przebrać, usuwając listki i pręciki. Zalać płatki wrzącą wodą, odcedzić po chwili, odcisnąć. Ucierać w makutrze (lub w mikserze) z cukrem aż otrzymamy konsystencję dżemu. Potem całość wymieszać z kwaskiem i nakładać do wygotowanych lub wyparzonych w piekarniku suchych słoiczków twist, położyć bibułkę posmarowaną spirytusem lub wódką i zamknąć zakrętkami też wyparzonymi.Przechowywać w ciemnym miejscu, w miarę chłodnym.
Piękne , kwitnące kwiaty a właściwie same płatki są teraz zrywane … niestety , ale tak trzeba jak się chce mieć konfiturę…
![]()
Przepis mówi, że należy dać 2 razy tyle cukru ile ważą płatki róż … mnie na razie udało się zebrać 15 dag …ale róża nadal kwitnie
![]()
Po przebraniu i oczywiście wypłukaniu, zalałam płatki wrzącą wodą … zmieniły się w różowe szmatki
![]()
delikatnie wycisnęłam je z wody i zmieliłam a właściwie roztarłam na papkę razem z cukrem w termomiksie …masa nie za ciekawie wyglądała a po dodaniu kwasku ( z cytryną może spleśnieć w słoiku) zmieniła kolor na dość czerwony …
![]()
Smakowo było nawet dobre ale następną partię płatków już będę pozbawiać tych białych końcówek … myślałam, że to nie będzie wyczuwalne za bardzo ale jednak jest gorzki posmak. Teraz już te zrywane codziennie płatki ( składuję je w lodówce) skracam nożyczkami …
Gotową masę konfitury przelałam do słoiczka i przez krótką chwilę słoik gotowałam we wrzątku . Fakt, że polecane jest tylko zabezpieczenie konfitury nasączoną spirytusem bibułką …ale jakoś nie mam do tego zaufania…wolę przez chwilę pasteryzować …
![]()
Teraz to tylko zarobić ciasto drożdżowe i piec pączki
W ogrodzie
No właśnie … to mój ulubiony temat
W każdym blogu ( na tych starych też był) muszę wtrącić temat ogródkowy , no więc tu obowiązkowo też
… zresztą pora roku aż się o to prosi …
Pora roku jest tym razem bardzo łaskawa dla przyrody, w każdym razie u nas , na południu … ciepło, przyjemnie dla nas i wilgotno, deszczowo czasem … to przyjemne dla roślin
…no właśnie … dla trawy też i to jak najbardziej … doszło do tego, że będę musiała kosić w ogrodzie chyba co tydzień, bo trawa rośnie na potęgę…
Ale nie tylko trawę mam u siebie przecież … teraz kwitnie mnóstwo pięknych kwiatów…
…to miniaturowe tulipanki…
![]()
… białe fiołki…
… biały i fioletowy bez …
A to nasza stała mieszkanka oczka wodnego … nie jestem tak do końca pewna czy to jest żabka jeziorkowa, ale według opisów to by była . Mieszka już u nas chyba trzy albo cztery lata… nie pamiętam … ale jest już dość duża
… i zaczyna się odzywać po żabiemu
…bardzo lubi towarzystwo pracującej kosiarki … kiedy koszę to ma prawdziwe pogaduchy
![]()
Udało mi się też zrobić zdjęcia ptaka w kąpieli … kos w ogóle się nie bał i znowu mi pozował do zdjęć jak w zeszłym roku już jeden
![]()
Nareszcie…
No właśnie… nareszcie zrobiłam zdjęcie chusty rezerwisty… czekałam długo na sesję zdjęciową z samym rezerwistą … ale się nie doczekałam … znowu wyjechał …
Wyjechali oboje … córka i syn … aktualnie pracują w Dźwirzynie
… pojechali już … i zostaną tam przez całe wakacje … sporo czasu …
Syn to nawet miał opory … nie zdążył się przyzwyczaić do domu … pomieszkać trochę … i znowu wyjazd na dłuższy czas … ale co zrobić …zaistniała taka potrzeba w ośrodku męża …
No więc zrobiłam sama te zdjęcia… może i wyszły nie najlepiej , ale coś tam widać
Aha … przed wyjazdem córka zrobiła mi jeszcze rozpiskę jak obrabiać zdjęcia
… dlatego to co teraz będę pokazywać to moje nieudolne próby
… ale mam nadzieję , że będzie coraz lepiej
… Eddie namalowany przez Ankę …
To haftowane i malowane herby miast … haft połączony z malowaniem, żeby dopasować do całości chusty…
…napis to też moja działka …
W zwolnionym tempie…
…Tak mi idą wszelkiego rodzaju robótki … aż jestem zła na siebie … czy już mi się nie odmieni ?
Pozaczynane mam większe rzeczy ale nie mogę ich zakończyć … jakoś mi się wydłuża czas ich realizacji … Żeby psychicznie “odskoczyć ” od dużych egzemplarzy, to zaczęłam się bawić w projektowanie ubrań dla barbi … dziecinne strasznie , ale mnie to mobilizuje na razie… bo szybko się robi … zrobiłam w jeden wieczór sukienkę, więc szybko skończone i widać efekt pracy
… jeszcze muszę dokończyć bolereczko
i zrobię zdjęcie.
No , w sumie to nie rzuciłam wszystkiego dla lalek
… skończyłam dwie czapeczki dla małych bliźniaczek … to zamówienie stałej klientki.
Czapeczki są kolorowe … wiosenne
Nareszcie w domu …
Wczoraj syn skończył służbę wojskową … w nocy przyjechał do domu … już na stałe
Długo w nocy siedzieliśmy i rozmawiali … było o czym
…
Niestety nadal nie ma zdjęć chusty … w jednostce nie udało się zrobić a teraz aparat znowu na wyjeździe … myślę, że w poniedziałek uda się wreszcie zrobić te zdjęcia …
Jest jedna piosenka , która bardzo mi pasowała do tych minionych dziewięciu miesięcy ……. dobrze, że to już za nami …
